-Sam?
-tak powiedział
-powiedziałeś ,że się tu nie dostaną,że ich nigdy nie spotkam
-kogo?
spytał zaciekawiony
-rodziców
spóściłam głowę patrząc w ziemię,bezcelu
-ale ich tu nie ma!
krzyknął stanowczo
-mylisz się...chyba sb tego nie zmyśliłam
On pokiwał głową"nie"
A ja powoli próbowałam wstać
kiedy już mogłam stać na nogach,w jednej straciłam czucie
próbowałam iść kulejąc,ale ledwo zrobiłam dwa kroki i runełam na ziemie...ale w ostatniej chwili Sam mnie złapał
-Szybki jesteś dzię...Aaał!
-co ci się stało?
spytał zaniepokojony
Zrobiło mi się słabo,czułam jak coś wysysa ze mnie siły
podkuliłam spodnie,a tu znikąd pojawiła się wielka rana
otwarta...strasznie krwawiłam...miałam mroczki przed oczmi
słyszałam głosy ,ale nie wiedziałam co kto mówi
Po chwili poczułam wielki ból...
Miałam ochotę już nieżyc...
(Sam?Eleno?Edmund???)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz